Sama ciasnota zapasów nigdzie nie zniknęła. Raport EIA potwierdza, że zapasy ropy naftowej w USA spadły w ostatnim tygodniu do najniższego poziomu od września 2018 roku, a jedno źródło podaje, że WTI znajduje się na najniższym poziomie od końca lutego, mimo potwierdzonego spadku zapasów. Import ropy naftowej do Japonii spadł osobno o 38% wolumenowo w maju na tle konfliktu na Bliskim Wschodzie, co jest komplikacją po stronie popytu wciąż przemawiającą przeciwko prostej narracji o nadpodaży.

Rynek wycenia jednak obecnie deeskalację geopolityczną, a nie liczbę baryłek w magazynach. Spadek Brent poniżej 71 dolarów za baryłkę na doniesieniach o postępach w kierunku zakończenia konfliktu jest najwyraźniejszym dowodem na to, że premia wojenna, którą zespół 1 lipca określiło jako 'niemal zanikającą', dalej zanika. Dwa oddzielne doniesienia agencyjne ujmują ten ruch jako podażowy: jedno powołuje się na oczekiwanie odbudowy podaży, drugie na rosnące sygnały nadpodaży. Żadne z nich nie odwołuje się do danych o zapasach.

To właśnie tutaj weryfikuje się bezpośrednio warunek falsyfikacji z 1 lipca. Ustalony wówczas warunek brzmiał: czy pokrywanie krótkich pozycji w WTI przerodzi się w budowanie nowych długich pozycji przez fundusze zarządzane, co sygnalizowałoby, że rynek zaczyna wierzyć w narrację o niedoborze zapasów bardziej niż w narrację o nadpodaży. Tak się nie stało. Krótka pozycja netto w WTI faktycznie skurczyła się ponownie w tym tygodniu o 5098 kontraktów w wyniku pokrywania krótkich pozycji, ale ta pula pozostaje netto krótka na poziomie 11 809 kontraktów wobec otwartego interesu wynoszącego 1 038 008, czyli pozycja znajdująca się na dole swojego niedawnego przedziału, z rankingiem napięcia bliskim zeru. Pula pozycji spekulacyjnych w Brent poszła w zupełnie inną stronę: wciąż netto długa na poziomie 8110 kontraktów, ale zredukowana o 1237 kontraktów w tygodniu, z własnym rankingiem napięcia również bliskim zeru. Pokrywanie krótkiej pozycji i redukowanie długiej to oba wycofywanie się z przekonania, a nie akumulacja wymagana przez warunek falsyfikacji.

Napięcie, które zespół sygnalizował dzień wcześniej, rozstrzygnęło się, przynajmniej na razie, na korzyść narracji o nadpodaży. Rynek, który wierzyłby, że spadek zapasów jest sygnałem, a nie szumem, dodawałby pozycje długie przy świeżym 20-sesyjnym dołku, a nie je redukował. Tymczasem WTI znajduje się na poziomie 67,69, czyli najniższym odczycie w oknie 20 sesji, przy zrealizowanej zmienności na poziomie 38,8%, na tyle podwyższonej, by sugerować, że ruch nie jest cichym dryfem w dół, lecz jest aktywnie napędzany przez deeskalację geopolityczną.

Odczyt na chwilę obecną jest taki, że teza zespołu z 1 lipca, iż fizyczna ciasnota rynku przemawia za korektą cen w górę, nie wytrzymuje konfrontacji z sesją, na której cena spadła do nowego dna zamiast wzrosnąć na fali informacji o spadku zapasów. To odwrócenie wcześniejszego stanowiska, a nie jego kontynuacja: dane o zapasach się nie zmieniły, ale zmieniła się gotowość rynku do handlowania na ich podstawie. Kolejnym testem są dane o zapasach gazu ziemnego, publikowane 2 lipca, gdzie prognozowany przyrost wynosi 81 miliardów stóp sześciennych wobec poprzedniego odczytu 76 miliardów; przyrost tej wielkości przy dalszej słabości ropy potwierdziłby, że cały kompleks energetyczny handluje bardziej danymi podażowymi niż premią za ryzyko geopolityczne. To, co ożywiłoby tezę o ciasnocie rynku, to zmiana zachowania funduszy zarządzanych w WTI z pokrywania krótkich pozycji na budowanie wyraźnych długich pozycji netto przy utrzymującym się spadku zapasów; bez tego argument o fizycznej ciasnocie rynku jest przytłaczany przez wygasanie premii wojennej związanej z Iranem.