2 lipca zespół argumentował, że spadek zapasów do ośmioletniego minimum sprawia, iż kwartalny załamanie ceny Brent wygląda na przesadzone, i wskazało na krycie krótkich pozycji w WTI, gdzie pozycja netto krótka skurczyła się o 5098 kontraktów, jako możliwy początek przeceny w górę. 2 lipca zespół zrewidował ten pogląd: krycie utknęło w miejscu, a rynek zaczął zgadzać się z narracją nadpodaży, gdy Brent spadł poniżej 71 dolarów za baryłkę na doniesieniach o postępie rozmów kończących konflikt w Iranie. Dane napływające 2 lipca rozstrzygają tę kwestię jeszcze bardziej na korzyść narracji nadpodaży, a nie tezy o napięciu podażowym.
Ropa Brent zamknęła się na poziomie 70,41 dolara, spadając o 1,62% w ciągu dnia i 26,66% w ciągu miesiąca, na poziomie, który agencje opisują obecnie jako wymazanie premii wojennej narosłej od początku konfliktu USA-Izrael wokół Iranu. 20-sesyjne minimum WTI na poziomie 67,28 pokrywa się dokładnie z jego własnym 20-dniowym minimum, co oznacza, że para przeszła pełny cykl pozycjonowania w jednym kierunku bez wyznaczonego jeszcze dna. Dwa oddzielne doniesienia agencyjne z 1 lipca ujmowały ten ruch jako podażowy: jedno wskazywało na oczekiwane odbudowanie podaży, drugie na rosnące sygnały nadpodaży. Żadne nie podaje konkretnej liczby baryłek, ale kierunek obu narracji zgadza się z tym, dokąd faktycznie poszła cena.
Dane pozycjonowania tłumaczą, dlaczego argument o fizycznym napięciu wciąż przegrywa. Księga zarządzających pieniędzmi w WTI jest krótka netto jedynie o 11809 kontraktów wobec otwartych pozycji na poziomie 1038008, czyli na najmniej napiętym poziomie od 16 czerwca, a przepływ tygodniowy oznaczał krycie krótkich pozycji, czyli kurczenie się pozycji krótkiej netto, a nie dodawanie długich. Księga spekulacyjna w Brent jest długa netto jedynie o 8110 kontraktów, a w ostatnim tygodniu zredukowano 1237 kontraktów długich. To tłum, który wciąż zamyka istniejące zakłady w obu kierunkach, a nie buduje przekonania, że odczyt zapasów najniższy od ośmiu lat cokolwiek znaczy dla ceny. Kluczowe rozróżnienie przebiega między rynkiem, który nie wierzy w dane o napięciu podażowym, a rynkiem, który po prostu nie ma aktywnego poglądu: dane wskazują na to drugie, ponieważ ani hedgerzy komercyjni w WTI (krótcy netto o 41728), ani w Brent (długo netto o 5943) nie wykazują zmiany na tyle dużej, by sygnalizować świeże przekonanie w którymkolwiek kierunku.
Naprawdę sprzeczny z intuicją wniosek jest taki, że im bardziej ekstremalny staje się odczyt zapasów, tym mniej wydaje się liczyć dla ceny, ponieważ rynek już przeorientował się wokół usunięcia premii geopolitycznej. Ta premia, a nie liczba baryłek, była marginalnym czynnikiem napędzającym cały drugi kwartał, więc jej rozwiązanie przytłacza dane, które w normalnych warunkach byłyby bykowe. Najsłabszym ogniwem tego argumentu jest to, że twierdzenie o zapasach opiera się na jednym źródle agencyjnym; jeśli drugie źródło potwierdzi w nadchodzących dniach odczyt najniższy od ośmiu lat konkretnymi liczbami baryłek, teza o napięciu podażowym odzyska częściowo grunt niezależnie od tego, co obecnie pokazuje pozycjonowanie.
Gaz ziemny oferuje mniejszy, równoległy test tej samej dynamiki: amerykański gaz ziemny notowany był ostatnio na poziomie 3,16, spadając o 1,86% w ciągu dnia, przed publikacją danych o zapasach gazu ziemnego (Natural Gas Storage), których prognoza wynosi 81B wobec poprzedniego odczytu 76B. Przyrost istotnie powyżej prognozy rozszerzyłby tę samą narrację nadpodaży na drugi rynek energetyczny w ciągu jednej sesji. Dla ropy warunek falsyfikacji z 1 lipca wciąż obowiązuje i nie został spełniony: zarządzający pieniędzmi w WTI musieliby przejść od krycia krótkich pozycji do budowania jawnie długich pozycji netto przy utrzymującym się spadku zapasów, aby teza o napięciu podażowym odżyła. Dopóki taki przepływ się nie pojawi, zespół traktuje odczyt zapasów najniższy od ośmiu lat jako prawdziwy, lecz obecnie nieistotny dla ceny fakt, którego rynek postanowił nie handlować.




