Zacznijmy od tego, co faktycznie poruszyło się 23 lipca. Ropa WTI zyskała 6,73% w ciągu dnia, powiększając miesięczny wzrost do 26,58% i osiągając poziom 92,67, najwyższy w ostatnich 20 sesjach. Bezpośrednim wyzwalaczem był raport, według którego Iran wysłał w tym miesiącu do jemeńskich Hausitów dowódców Gwardii Rewolucyjnej oraz sprzęt związany z rakietami. W godzinę po tym nagłówku ropa poruszyła się o 1,57%, wobec typowego godzinowego ruchu na poziomie 0,30%. To reakcja ponadprzeciętna. Premia za ryzyko podażowe jest wyceniana w czasie rzeczywistym.
Na to nakładają się mechanizmy Departamentu Skarbu. Emisja netto w ciągu ostatnich siedmiu dni sięgnęła 125,9 mld USD, przy czym w czterech z ostatnich siedmiu dni Departament Skarbu wyemitował więcej, niż wykupił, jak wynika z odczytu fiskalnej grawitacji. Jednocześnie stan rachunku ogólnego Departamentu Skarbu (TGA) wzrósł w tym tygodniu o 87,2 mld USD. To ściąga rezerwy z systemu, a nie wprowadza je do niego, czyli odwraca dynamikę zastrzyków płynności obserwowaną w ostatnich tygodniach. Dwa kanały, obydwa drenujące: więcej papieru trafiającego na rynek i mniej gotówki w systemie bankowym, która mogłaby go wchłonąć.
Krótki koniec krzywej już to potwierdza. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych wynosi 4,26%, co odpowiada 100. percentylowi w ujęciu ostatniego roku. Rentowność 10-letnich obligacji, na poziomie 4,63%, znajduje się w 99,6. percentylu, z odczytem prędkości zmiany na poziomie 1,14, co jest ruchem nietypowo szybkim według standardowych progów. Kontrakty terminowe na stopę funduszy federalnych wyceniają ścieżkę wyższą o 46,5 punktu bazowego w horyzoncie 12 miesięcy, a nie cięcia. To ścieżka bardziej twarda, bez cięć, a nie czysty sygnał podwyżek, ale rynek i tak nie robi miejsca na łagodzenie polityki.
Ropa rosnąca na żywym nagłówku o ryzyku podażowym, gdy Departament Skarbu jednocześnie zalewa rynek papierem i drenuje własny rachunek gotówkowy, to jednoczesne zderzenie historii o płynności i historii energetycznej nadchodzących z przeciwnych stron, i żadna z nich nie daje przestrzeni na łagodzenie ścieżki stóp.
Tegotygodniowa aukcja 20-letnich obligacji rozliczyła się z rentownością maksymalną 5,163% i wskaźnikiem bid-to-cover na poziomie 2,64, co jest wynikiem środkowym. Nie porażka, ale też nie fala popytu. To jest szczery limit tego, co dowody z 23 lipca pokazują na razie: przeciętny odbiór, nie odrzucenie. Aukcja 10-letnich obligacji 23 lipca jest ostrzejszym testem, ponieważ sam odczyt percentyla rentowności 10-letnich obligacji wskazuje, że rynek już wycenił dużą część tej presji podażowej, bez potwierdzenia tego w postaci porównywalnego sygnału stresu aukcyjnego. Jeśli ta aukcja rozliczy się ze słabym wskaźnikiem bid-to-cover lub z ogonem rentowności względem poziomu, na którym rynek wcześniej handlował, historia podaży przestaje być tłem i staje się czynnikiem decydującym. Jeśli rozliczy się czysto, część presji sugerowanej przez odczyt fiskalny okazuje się przesadzona, a uwagę należy skierować gdzie indziej, szukając tego, co podpiera rentowności.




